Mechanizm TRADIS powoli ruszał. Szczęśliwa Ola zaczęła latać po
sterowni.
- Rajuniu! Zawsze marzyłam, żeby pojechać do Nowego Jorku! Pójść do Subway'a, wypić kawusię Starbucks... O! I obejrzeć Statuę Wolności!
- Muszę cię zmartwić, ale nie jedziemy tam, by się bawić. - Wyjaśnił Doktor.
- A-ale jak? A Brodway? Mają wystawiać Króla Lwa! - Nie wiadomo skąd w kopycie pegaza znalazła się kolorowa broszurka.
- Dziewczyno, ty chyba niezbyt rozumiesz o co chodzi. - River pociągnęła kucyka za ogon, tym samym ściągając go na ziemię.
- Ale ja chciałam Simbę zobaczyć. - Powiedziała nastolatka robiąc płaczliwą minkę.
- Czasem naprawdę zachowujesz się jak dzieciak. Nie jedziemy zwiedzać Nowego Jorku. Nie jedziemy na mrożone kawy. Nasi wrogowie się uaktywnili i jeśli ich nie powstrzymamy, razem zniszczą wszechświat. Nie rozumiesz mnie?
- Znaczy... Tak po połowie. Jestem w stanie zrozumieć to, że nie pójdę na kawusię, bo macie jakiś tam wrogów... Rozumiem też, że czas nas goni, a my musimy unicestwić te potwory teraz, nawet, jeśli mamy TARDIS. Bo te stwory pewnie też umieją się przmieszczać w czasie... Taka moja teoria.
- Widzisz! Mówiłem,że wszystko rozumie! - Krzyknął Doktor.
- Pewnie jakieś przebłyski geniuszu. Ja i tak uważam, że to bycie w ciele kucyka wpływa na nią źle. No popatrz tylko! - Tutaj kobieta wskazała na pegaza, który teraz próbował ustawić miniaturową Statuę Wolności wyrzyganą przez Rico na głowie Skippera. Szef miał skwaszoną minę, ale widać było, że reszta pingwinów świetnie się bawi.
- Nie krytykuj. Jeszcze killa dni temu wiodła normalne życie i nie wiedziała nic o TARDIS.
- Doktorze, wytłumacz mi, o co chodzi. Proszę. Muszę być w temacie. A jak nie ogarniam,co się wokół mnie dzieje, to nie pomogę.
- I tak tego nie zrozumiesz. To sprawa między mną a moimi wrogami. Jeśli ci powiem, będziesz zagrożona.
TARDIS łagodnie wylądowała na ziemi.
- No! Jesteśmy w Nowym Jorku! - Doktor klasnął w dłonie. - Chodźmy drużyno!
Ola ochoczo podeszła do drzwi, ale Doktor ją zatrzymał.
- Ty zostajesz. Pingwiny też. Naprawdę nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Ale...
- Żadnych ale! Nie zamierzam ryzykować! Im mniej wiesz, tym mniej jesteś narażona na atak!
- Doktorze... Przecież nie pójdę z tobą. Ty będziesz załatwiał własne sprawy, a ja pójdę sobie do Central Parku. To tak, jakbym była na wakacjach. Proszę... - Kucyk zrobił najsłodsze oczka, jake potrafił.
- Ola! Jesteś kucykiem! Nie pozwolę!
- Co fakt, to fakt. Ola, lepiej go posłuchaj. - Ostrzegł Kowalski.
Dziewczyna zasmucona usiadła na podłodze.
- Chodź, Doc... Musimy ruszać. - Powiedziała Amy. Drzwi do TARDIS się zamknęły.
★★★
- To nie fair! - Krzyknęła Ola krzyżując kopytka na piersi. - Doktor myśli, że nie dam sobie rady! W Nowym Jorku!
- Pomyśl, jak ty byś zareagowała, gdybyś zobaczyła niebieskiego pegaza chodzącego sobie po Central Parku, jedzącego hot-doga i pijącego kawę Starbucks. Nie przeraziłabyś się? - Kowalski chciał uspokoić przyjaciółkę.
- Nie, ani trochę! No... Może trochę. Ale tutaj chodzi o zasadę. Doktor mi nic nie mówi! Bo "będę zagrożona"! - Ola wywróciła oczami. - Co?! Nie poradzę sobie z takim problemem, jak informacje?!
- Oczywiście, że sobie poradzisz, ponieważ nie jesteś głupia, ale...
- Trudno! Niech ich zdziwi widok kuca chodzącego po ulicach! Ja i tak idę!
- Nie bądź niemądra! Nie zrobisz tego! - Krzyczał Kowalski. Ale Oli już nie było w sterowni. - A jednak to zrobiła...
- Kowalski! Musimy na nią iść! - Zarządził Skipper.
- Wiem, że musimy, ale jak człowieki nas zobaczą, to wpadną w szał!
- Jak ona poszła, to my też idziemy!
- Nie, no naprawdę nie wierzę! Czy tylko ja zachowuje jasność umysłu!? - zapytał Kowalski patrząc się na swoich przyjaciół.
- Nie chcesz, to nie idź! Ale wiedz, że my tak Oli nie zostawimy! Niech się dowie, kto tak naprawdę się o nią troszczy. Idziemy panowie!
Trzy pingwiny już wychodziły z TARDIS, gdy usłyszały za sobą wołanie Kowalskiego.
- Czekajcie! Ja też idę.
★★★
Ola ukryła się za starym, trochę podniszczonym pomnikiem przedstawiającym anioła trzymającego w rękach kwiaty. Wokół przechadzało się pełno ludzi. Jak dotąd nikt jej nie zauważył, ale teraz kamuflaż stał się trochę bardziej utrudniomy. Przed kucykiem rozciągał się zielony Central Park. Kiedy wyszła z TARDIS, znajdowała się kilka metrów od zaplecza hotelu Plaza. Przejście przez nie było okropną mordęgą, ponieważ kilka minut przed wylądowaniem TARDIS, ktoś wyrzucił śmieci. Ola spradziła, czy nikt nie idzie obok niej i wzbiła się w powietrze. Mało kto patrzy się w niebo, więc raczej żaden człowiek jej nie zobaczy. Kiedy już szybowała pośród chmur zwątpiła w swoje przekonania. Co inni powiedzą, gdy spotkają na ulicy kucyka? Pewnie będą ją ścigać. Jednak wszystkie obawy odeszły, gdy Ola zobaczyła w dole zoo i małą, firmową kawiarnię Starbucks. Zleciała na dół i stanęła przed drzwiami. Oto ten wielki dzień, w którym przechadza się uliczkami Nowego Jorku. Pegaz wszedł do kawiarenki. W środku nie było nikogo oprócz sprzedawczyni wyglądającej na około dwadzieścia lat. Ola spojrzała na wielką tablicę ze spisem jedzenia. Kiedy wybrała już to, co chciała wyjęła z grzywy kilka monet i zwróciła się do sprzedawczyni. Na korzyść nastoltaki działało to, że jako kucyk sprzedający widział tylko czubek grzywy.
- Dzień dobry, poproszę jedną mrożoną kawę. Z dużą ilością cukru, jeśli można prosić.
Powiedziała Ola kładąc na ladzie dwudziestodolarowy banknot. Kobieta popatrzyła na czubek głowy Oli i spytała zdziwiona.
- A czy ty dziecinko nie jesteś za młoda na kawę?
- Proszę pani, ja mam trzynaście lat! Nie jestem już dzieckiem! - krzyknął pegaz w złości podrywając się do lotu, tym samym powodując, że sprzedawczyni straciła przytomność.
- Najwidoczniej jesteś jeszcze dzieckiem, skoro narażasz się na niebezpieczeństwo i wychodzisz bez czyjegokolwiek pozwolenia. - odezwał się ktoś za plecami nastolatki.
Ola podskoczyła. Czyżby Doktor ją znalazł? Teraz będzie miała kłopoty.
- Jesteś kucykiem, Ola! Ktoś jeszcze cię widział?
Nie, to nie był głos Doktora. Ani Rorego. Ani Amy. Ani River. Dość stanowczy, ale równocześnie delikatny głos. Nastolatka odwróciła się. Przed sobą zobaczyła cztery pingwiny, które były mniej więcej jej wielkości.
- Kowalski!? Jeszcze mi będziesz kazania prawił?
Prawa brew wspomnianego nielota została uniesiona.
- Oj, dobrze, dobrze. Wiem, zrobiłam źle... No przepraszam! Ale nic złego się nie stało! Sprzedawczyni pewnie myśli, że jej się przywidziało!
- Który raz cię ratuję? Czternasty?
- Hej! Dopiero drugi!
- Drugi? Od momentu, kiedy tutaj przybyliśmy?
- No dobra! Czternasty!
- I wszystko dobrze się skończyło! Chodźmy drużyno! - zawołał Skipper.
- Jeszcze nie. Musimy przejść przez cały Central Park niezauważeni. - wytknął pingwini naukowiec.
- Ekhm... Skrzydła! - przypomniała Ola.
- Nie uniesiesz nas. Musimy pójść pieszo!
- Kowalski? Proszę. To jest pegaz. Obiecałeś mi, że się przelecę na grzbiecie kucyka. - zaczął marudzić Szeregowy. Nastolatka popatrzyła na przyjaciela.
- Tak, obiecałem mu to! To miała być nagroda za to, że pójdzie po coś do jedzenia do tej puszczy, przy której wylądowaliśmy, kiedy zamieniłaś się w kuca. I muszę odmówić, Szeregowy. Kiedy indziej. Wychodzimy.
Pięcioosobowa grupa składająca się z czterech pingwinów i pegaza wyszła z kawiarenki. Niestety to nie było przemyślane. Około trzydziestu turystów, którzy siedzieli na trawie w parku teraz patrzyli się na nich. Po kilku sekumdach totalnego bezruchu, wszystko pogrążyło się w chaosie. Mężczyźni wyciągali telefony komórkowe, zapewne, by zadzwonić po hycla, a kobiety z dziećmi biegały jak oszalałe.
- Zmywamy się stąd! - krzyknął Skipper i grupa wycofała się za najbliższy pomnik przedstawiający małą dziewczynkę z misiem w ręku.
- Co teraz szefie? - panicznie spytał Szeregowy.
- Ja idę na zwiady sprawdzić, czy w pobliżu nie ma Doktora i reszty. Nie mogą nas zobaczyć. Wtedy będziemy mieli przechlapane. - powiedział niebieski pegaz.
Zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, Oli już nie było. Szybko kłusowała w stronę TARDIS. Na początek trzeba będzie sprawdzić, czy nie wrócili. I czy TARDIS dalej stoi w tym samym miejscu. Dziewczyna widząc, że ktoś się zbliża, schowała się za tym samym pomnikiem, za którym zatrzymała się ostatnim razem. Kiedy ludzie przeszli, Ola postanowiła jeszcze chwilę odpocząć i pomyśleć. Po raz drugi tego dnia spojrzała się na pomnik za nią. Naprawdę wiele ich było w Nowym Jorku. Ale teraz coś było nie tak. Wcześniej uśmiechnięty anioł teraz wydawał się krzyczeć. Oczywiście bezgłośnie. Kucyk przetarł oczy. Kiedy je otworzył, przestraszył się nie na żarty. Teraz pomnik wyciągał ręce w jej stronę. Ola mrugnęła kilka razy, żeby zobaczyć, czy to złudzenie. To wystarczyło. Udało jej się tylko krzyknąć na całe gardło.
★★★
Doktor czuł się winny. Ola przecież nic nie zrobiła, a on był dla niej wredny. Nagle usłyszał krzyk. podbiegł do miejsca dźwięku. Twarz momentalnie zbladła. Mały aniołek zakrywał sobie oczy.
-River! Choć tu, szybko! - krzyknął Doktor. River podbiegła do Doktora. Jej twarz skamieniała.
-To ciekawe. Przecież, Anioły zazwyczaj atakują tych, co o nich słyszeli. Ja słyszałem krzyk dziewczęcy. To oznacza... Chryste Panie! OLA! GDZIE JESTEŚ?! - krzyknął Doktor. Pobiegł do TARDIS. Tam spotkał Pingwiny.
-Gdzie. Jest. Ola!? - wrzasnął. -Gadać, to ważne!
-Myśleliśmy, że jest w środku. - odpowiedział Skipper.
-Nie ma. Tylko ja mogę otworzyć TARDIS. Mam złą wiadomość... - Doktor opowiedział im o Aniołach. Już nic nie było do stracenia. Szeregowy schował się za szefa. Skipper popatrzył na Doktora jak szef na szefa. Kowalski płakał w niebo głosy, a Ricko przytulał laleczkę Barbie.
★★★
Ola obudziła się w łóżku. Było miękkie. Otworzyła oczy. Przed nią stała niska dziewczyna z fioletową suknią. Stawiała coś na stoliku.
-Gdzie jestem? Kim jesteś? - zapytała Ola. Dziewczyna popatrzyła na Olę. Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.
-Obudziła się dziewczynka. Jestem Elizabeth Crouch, i uratowałam Cię od śmierci na progu domu. Jesteś w Londynie, mamy rok 1800. Cofnęły Cię anioły, prawda? Masz nietutejsze ubranie. - odpowiedziała dziewczyna. Ola odwróciła się. Była człowiekiem!
-Masz tu ubranie. Co u ciebie? Co za Pingwiny? Jaki Doktor? Co to TARDIS? - zapytała.
-Skąd wiesz o tym wszystkim? - Ola czuła zaniepokojenie.
-Mamrotałaś coś o nich. Zaprowadzę Cię do Pani, dobrze?
-Kim jest Pani? - zapytała Ola.
-Ja. - odpowiedział głos. W drzwiach stała River Song.
-River! Choć tu, szybko! - krzyknął Doktor. River podbiegła do Doktora. Jej twarz skamieniała.
-To ciekawe. Przecież, Anioły zazwyczaj atakują tych, co o nich słyszeli. Ja słyszałem krzyk dziewczęcy. To oznacza... Chryste Panie! OLA! GDZIE JESTEŚ?! - krzyknął Doktor. Pobiegł do TARDIS. Tam spotkał Pingwiny.
-Gdzie. Jest. Ola!? - wrzasnął. -Gadać, to ważne!
-Myśleliśmy, że jest w środku. - odpowiedział Skipper.
-Nie ma. Tylko ja mogę otworzyć TARDIS. Mam złą wiadomość... - Doktor opowiedział im o Aniołach. Już nic nie było do stracenia. Szeregowy schował się za szefa. Skipper popatrzył na Doktora jak szef na szefa. Kowalski płakał w niebo głosy, a Ricko przytulał laleczkę Barbie.
★★★
Ola obudziła się w łóżku. Było miękkie. Otworzyła oczy. Przed nią stała niska dziewczyna z fioletową suknią. Stawiała coś na stoliku.
-Gdzie jestem? Kim jesteś? - zapytała Ola. Dziewczyna popatrzyła na Olę. Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.
-Obudziła się dziewczynka. Jestem Elizabeth Crouch, i uratowałam Cię od śmierci na progu domu. Jesteś w Londynie, mamy rok 1800. Cofnęły Cię anioły, prawda? Masz nietutejsze ubranie. - odpowiedziała dziewczyna. Ola odwróciła się. Była człowiekiem!
-Masz tu ubranie. Co u ciebie? Co za Pingwiny? Jaki Doktor? Co to TARDIS? - zapytała.
-Skąd wiesz o tym wszystkim? - Ola czuła zaniepokojenie.
-Mamrotałaś coś o nich. Zaprowadzę Cię do Pani, dobrze?
-Kim jest Pani? - zapytała Ola.
-Ja. - odpowiedział głos. W drzwiach stała River Song.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz